sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział II

    Legolas szybkimi ruchami przeskakiwał z gałęzi na gałąź. Co takiego stało się, że jego najlepsza przyjaciółka kłamała mu w żywe oczy? Mówiła, że to nie tak jak myśli, ale jak przyszło co do czego nie umiała zaprzeczyć, że nic nie czuje do tamtego spleśniałego gnoma. Gdy dotarł do pałacu postanowił porozmawiać z tamtym krasnoludem. Już miał iść do lochów kiedy zatrzymał się. Nie. Nie mógł tego zrobić, bo zapewne skończyłoby się krwią. Legolas miał ochotę walnąć głową w ścianę. Może Tauriel miała rację? Może naprawdę stawał się zbyt agresywny?




    Tauriel wstała z trawy. Chyba musiała usnąć. Jej oczy były wysuszone i szczypały od łez. Czuła się koszmarnie. Podeszła do potoku i obmyła sobie twarz. Woda podziałała kojąco zwłaszcza, że była taka letnia i czysta. W głowie miała tyle pytań. Co czuje do Kiliego? Czy jej stosunki z Legolasem kiedyś się naprawią? A co czuje do Legolasa? Z mętlikiem wróciła do pałacu. Wszędzie było cicho. Tylko z lochów dobiegały straszne jęknięcia. Elfka szybko znalazła odpowiednią celę. Leżał w niej Thorin, ale nie mogła dostrzec dlaczego tak jęczy.
- Co tu się dzieje?
- Tauriel! - Zawołał znajomy głos.
- Kili?! Co mu się stało?
- Thranduil wziął go na rozmowę i chyba się pokłócili, bo poszedł tamtymi drzwiami ale gdy wracał strażnicy go wnieśli z tamtych i nie wyglądał dobrze. - Wskazał na początku wielkie jasnobrązowe pozłacane drzwi, a potem małe ciemnobrązowe.
- Jesteś pewien, że z tamtych?!
- Tak!
- Kili... jest źle. - Elfka przełknęła ślinę. - Tam jest sala tortur...
- Co takiego?!
- Nie martw się, jeżeli obiecasz, że nie uciekniesz wezmę cię do jego celi i spróbujemy coś zrobić.
- Ej! To też mój wujek! - Krzyknął Fili.
- A mój przyjaciel! - Dodał Dwalin, a za nim wszystkie inne krasnoludy. Tylko hobbit Blibo powiedział spokojnie.
- Uciszcie się, głupcy! Jak pójdą wszyscy to  od razu się zorientują, bo przy waszych kilogramach nie będzie trudno usłyszeć tupotu...!
- Idzie Kili, a wy bądźcie cicho. - Dokończyła Tauriel i uśmiechnęła się do Kiliego po czym wypuściła go z celi. Kili poszedł do Thorina, a Tauriel po jakieś rzeczy, którymi mogliby mu pomóc. Wróciła po minucie i zaczęła przemywać rany krasnoluda podczas gdy Kili walczył z ziołami, które miały zmniejszyć ból.
- Nie tak. Patrz. - Tauriel wzięła kępkę ziół, szybko je pocięła, potem zaczęła ucierać i wrzuciła do miski. Kili nie za bardzo zwracał na to uwagę. Bardziej interesowała go twarz Tauriel, którą mógłby komplementować latami. - Jakiś skończysz to zalej tym wrzątkiem.
- Mhm...
    Po dziesięciu minutach sina twarz Thorina zaczęła nabierać kolorów, Tauriel stwierdziła, że nic więcej nie mogą zrobić i już miała odprowadzić Kiliego gdy Thorin nagle złapał ją za rękę.
- Dlaczego to zrobiłaś? - Wyjąkał.
- Bo nie lubię agresji, nie popieram swojego króla i najchętniej bym was wypuściła.
    Thorin przytaknął, wymamrotał coś w stylu ,,ale tego nie zrobisz''  i podziękował, a Tauriel uśmiechnęła się. Nagle krasnolud spojrzał na Kiliego, potem na Tauriel, a potem znowu na Kiliego.
- Czy mój syn i ty...?
- Wujku, nie! - Kili speszył się, ale nie mógł powstrzymać uśmiechu, a Tauriel tylko się zaczerwieniła. Thorin bardzo kocha swojego siostrzeńca skoro nazywa go synem, pomyślała. 
- Chodź. - Mruknęła i pociągnęła Kiliego za rękaw. - Muszę cię w końcu zamknąć. 
- Tak jest skilfz knurlaf.   - Kili zasalutował i zrobił łobuzerską minę.
Na te słowa Thorin zaczął się głośno śmiać i parę krasnoludów z sąsiednich celi również.
- Co? Co on powiedział? - Tauriel spojrzała na Kiliego, ale on tylko się szczerzył w ślicznym uśmiechu. - Thorinie?!
- Niech ci sam powie.
- Ugh...
- Brawo mały. - Zawołał Thorin, a Tauriel zatrzasnęła drzwi jego celi. Thorin jeszcze bardziej wybuchnął śmiechem.
- No już się tak nie ciesz. - Powiedziała zdenerwowana wpuszczając Kiliego do jego komory i zamykając sporym kluczem drzwi.
- Idziesz sobie? - Zapytał ze smutkiem.
- Nie. Chciałabym z tobą spędzić więcej czasu.  - Powiedziała i usiadła na kamieniu obok celi.
- Ja z tobą też.
- Co w końcu oznaczały te słowa?
   Kili znów się zaśmiał.
- Skilfz czyli moja
, a knurlaf to kobieta.
- Moja kobieta? Miło, ale cały czas śmialiście się tylko z tego? - Tauriel uniosła brew.
- Powiedzmy...
  I razem parsknęli 
śmiechem nie wiedząc dlaczego. Nagle Tauriel zauważyła w dłoni krasnoluda jakiś czarny, gładki przedmiot.
-Ten kamień w twojej dłoni. Co to jest? - Zapytała.
-To jest talizman. Jest w nim ukryta ogromna moc. Jeśli jakiś nie krasnolud przeczyta te runy, będzie na wieki przeklęty - Powiedział żartobliwie, ale jakby chciał przestraszyć elfkę, na co ona postanowiła odsunąć się od kraty - Lub nie. - Powiedział szybko, bo bał się, że Tauriel odejdzie,  elfka znów usiadła przy drzwiach celi. - Zależy czy wierzysz w takie rzeczy. To tylko kamyk.- Westchnął rozbawiony, a ona uśmiechnęła się, urzekła ją słodycz tego krasnoluda.- Z runami. Dostałem go od matki, żebym pamiętał o obietnicy.
- Obietnicy?- Tauriel coraz bardziej interesowała się historią Kiliego i jego kamyka. 
- Obiecałem, że wrócę. Ona się martwi, że jestem lekkomyślny...
- A jesteś?
- Nie.- Zaprzeczył podrzucając kamień do góry. Nie złapał go i wypadł przez kraty. Tauriel przytrzymała go, podniosła z ziemi i obejrzała uważnie. Za nią słychać było śmiech i zachwyt elfów. 

- Jakieś chyba niezłe przyjęcie tam się odbywa.
- To uczta światła gwiazd. Światło to dla elfów świętość. A leśne elfy najbardziej kochają światło gw
iazd. - Opowiedziała lekko wzruszona.
- Zawsze myślałem, że to zimne światło. Odległe i takie tajemnicze.
- To jest pamięć. Bezcenna i przeczysta. - Rzekła patrząc w jego brązowe oczy. - Jak obietnica. Dodała i oddała kamyk krasnoludowi. - Czasem zdarza mi się stąd wyjść. Na otwartą przestrzeń. Prosto w piękną noc. - Opowiadała rozmarzając się i przypominając sobie ten cudowny widok. - I widziałam jak świat znika w mroku, a białe światło przenika powietrze. 
- Raz widziałem Krwawy Księżyc. Był nad przełęczą. Wielki. Purpurowo-złoty. - Postanowił podzielić się z nią swoją opowieścią, a ona słuchała uważnie i z przejęciem. -Wypełniał niebo. Eskortowaliśmy wtedy jakiś kupców z Gór Błękitnych. Wieźli srebro, chcieli kupić futra. Jechaliśmy przez Zieloną Puszczę, góra była po lewej, wtedy się pokazał. Wielki, krwawy. Oświetlał drogę. Chciałbym ci pokazać jaskinie ukryte w tych górach. Coś niesamowitego.
     Rozmawiali tak jeszcze wiele godzin, które dla nich trwały jak parę minut. Tauriel musiała przyznać, że nikogo nie słuchało się tak dobrze jak Kiliego i nikomu nie opowiada się tak dobrze jak jemu. Nagle obydwoje ucichli. 
Opowiedzieli już sobie każdą najmniejszą przygodę. Wtedy Tauriel zauważyła, że na wyżej części lochu stoi Legolas. Widział wszystko? To jak się do siebie uśmiechali, patrzyli sobie w oczy, a może nawet to jak Kili nazwał ją swoją kobietą?
- Legolasie, zaczekaj! - Zawołała Tauriel na widok uciekającego elfa.
- Musisz do niego iść? - Zapytał zawiedziony krasnolud.
- Kili, świetnie spędziłam z tobą czas, naprawdę jesteś niesamowity, ale to mój przyjaciel, muszę mu wytłumaczyć parę spraw.
- Na przykład jakich?
- Że sama nie wiem co czuję. Do ciebie i do niego.
- W porządku. Idź do niego i mu wytłumacz. A potem wytłumacz mi, bo też nie rozumiem. Przez chwile myślałem, że miło nam upłynął czas, ale widzę, że ty tak latasz ode mnie do niego.
- Przepraszam, Kili. Ja sama nie wiem...
- ... wiem, że nie wiesz. Dlatego idź i to wytłumacz. 
Tauriel spojrzała z wdzięcznością  na krasnoluda i odwróciła się, żeby iść.

- Tauriel! Jeszcze jedno...
-  Ja ciebie też, Kili. - Odpowiedziała nieśmiało elfka wyprzedzając słowa Kiliego. Wiedziała co chciał powiedzieć. Jego szczery wzrok i lekki uśmiech same mówiły za siebie. Kili był w siódmym niebie. Tauriel powiedziała, że go kocha.Ona go kocha. Kocha go!
     Pozostałe krasnoludy westchnęły z tęsknoty za miłością i rodziną. Każdy z nich przyznał w myślach, że według niego ta dwójka młodych ludzi powinna być razem i żaden nie zaprzeczyłby, że z ciekawością podsłuchiwał o czym elfka i krasnolud rozmawiali przez te całe godziny.


                                                                        


        Tauriel znalazła Legolasa w jednej z piwnic. Siedział na beczce, zapewne z winem. Elfka usiadła na drugiej obok.
 
- Legolasie, przepraszam cię, ale mówiłam, że ja sama nie wiem i... 
- I co? 
- I potrzebuję ciebie. Tak samo jak jego. 
- Tauriel, ale nie zaprzeczyłaś, że go kochasz. 
- Nie. Nie zaprzeczyłam. Dlatego, że chyba... chyba  kocham go - Widząc jego minę dodała szybko. -  Ale ciebie również. 
- Nie możesz kochać nas obydwóch tak samo. 
- Och, Legolasie! Dlaczego wściekasz się tak na mnie tylko dlatego, że rozmawiam z kimś innym niż z tobą?! Czy ja się obrażam gdy ty godzinami spędzasz czas z jakąś inną elfką? 
      Legolas sfrustrowany podniósł się gwałtownie. Tauriel zrobiła to samo. Stali tak blisko siebie, że wyższy o parę centymetrów książę patrzył na nią z góry.
- Tauriel, odkąd cię poznałem nie spojrzałem na żadną inną kobietę.
     Legolas przybliżył się jeszcze mocniej do elfki. Ujął ją pod brodę i pocałował. Emocje w Tauriel buzowały. Nie mogła tego robić! Kili jej nie wybaczy, ona sobie też nie. Ale Legolas jej nie wybaczy tego, że powiedziała krasnoludowi, że go kocha. Usta elfa były gładkie i trudno było to zrobić ponieważ nie czuła się źle, ale e końcu wzięła się w garść i strzeliła Legolasowi w policzek. Elf jęknął z bólu. Gdyby Kili ją pocałował zrobiłaby to samo... Chyba...
    Tauriel już miała zamiar przepraszać po raz kolejny, ale Legolas przewidział to.
- Nic się nie stało. Należało mi się.
    Elfka skrzywiła się i przytuliła do przyjaciela.
- Brakowało mi ciebie, Tauriel. - Wyszeptał.
- Mi ciebie też, ale proszę, więcej tego nie rób, dobrze? - Spojrzała mu w oczy.
- Mhm... - Zgodził się niechętnie i tak samo wypuścił Tauriel z objęć. - Ale jeżeli ty mnie pocałujesz nie będę się spierał. - Puścił do niej oko.
- Pomarzyć zawsze można.
  Legolas westchnął.
- Mam do ciebie prośbę.                        
- Wszystko co zechcesz, tylko mów. 
- Pomożesz mi uwolnić tych krasnoludów?
- CO!? 
- Wiem, że to głupi brzmi, ale co ty byś zrobił na ich miejscu? Oni nie zawinili, po prostu chcą odzyskać dom. Odkąd ich pojmaliśmy, wzruszyła mnie ta miłość Thorina do jego siostrzeńców. Są dla niego jak synowie. Te krasnoludy tryskają takim światłem... - Ostatnie słowa elfka wypowiedziała niepewnie, bo światło kojarzyło się jej od niedawna z tamtą cudowną rozmową, czyli z wiadomo kim. 
- Ale mój ojciec... On się dowie i ja nie... nie mogę. 
- Nie musisz być taki jak on! Wierz mi, znam cię i przypominasz go tylko wtedy gdy zapominasz o miłości i serdeczności, którą kiedyś siałeś na prawo i lewo.
- No dobrze, to jaki jest plan? 
    Tauriel wytłumaczyła elfowi swoją myśl, parę razy wskazywała miejsce w rogu piwnicy, Legolas zgodził się i już po chwili stanął przed celą Thorina. 
- Jakiś problem? - Spytał z ironią krasnolud. 
- No własnie?! Coś nie tak? - Warknął Dwalin. 
- Chcę wam pomóc, ale widzę, że nic tu po mnie. - I odwrócił się na pięcie kierując powoli ku wyjściu, ale wiedział, że zaraz go zatrzymają. Tak jak przewidział Thorin szybko odrzekł.
- Jak chcesz nam pomóc? 
- Uwolnić was. To nie mój pomysł. Wszystko zawdzięczajcie Tauriel. - Na jej imię Kili od razu się uśmiechnął co nie uszło uwadze Legolasa, który zaczął zaciskać pięści. 
- A skąd mamy wiedzieć czy to nie pułapka? - Zapytał hobbit, Bilbo Baggins. 
- No właśnie?! Skąd mamy wiedzieć? - Poparł go Óin. 
- No cóż... Tauriel ci pomogła więc powinieneś jej ufać - powiedział spokojnie do Thorina. - A ja pomagam jej więc mi też musicie ufać. Ona naprawdę widzi w was niesamowite istoty. Jest wami zafascynowana, a oprócz tego bardzo szanuje każdą istotę. - Po tych słowach odwrócił się do Kiliego. - Jakbyście tryskali światłem. 
    Kili zrozumiał, że chodzi mu o rozmowę z Tauriel, którą słyszał. Podczas niej elfka opowiadała mu o świetle gwiazd, historia ta była bardzo ciekawa dla krasnoluda. 
- Dobrze, więc nas wypuść. Ale jak to będzie podstęp to odetnę głowę twojemu tatusiowi-żmii i jego identycznemu syneczkowi również!
- Nie jestem taki jak mój ojciec! - Wrzasnął Legolas, ale odetchnął i otworzył cele. Poprowadził gromadkę do piwnicy z winem. Gdy schodzili po drewnianych schodkach z dołu szli dwaj strażnicy więc musieli skręcić w ciasny, boczny korytarzyk, w którym większość zaczęła się dusić przez wielkość niektórych krasnoludów. 
- Może i nasz król jest w gorącej wodzie kąpany, ale na winie to on się na. - Stwierdził srebrnowłosy strażnik popijając z szkarłatnej butelki. Gdy przeszli Legolas wygramolił się na schody, a za nim runęła lawina krasnoludów. Tylko Thorin, jego siostrzeńcy i Bilbo wyszli dumnie bez przewrócenia. No może Bilbo nie taki dumny, ale nie upadł... 
     W piwnicy elf poprowadził ich w kąt pokazywany przez Tauriel. Była tam dźwignia i parę pustych beczek. 
- Właźcie do nich. - Rozkazał Legolas. 
- Chyba kpisz z nas?! - Zapytał Fili. 
- Ja się nie zmieszczę do tych cholerstw! - Warknął pulchny krasnolud z pokaźnym, rudym warkoczem. 
- Nie marudźcie! Wchodźcie! - Krzyknął Thorin, a Legolas spojrzał na niego wdzięcznie, ale po chwili odchrząknął i odwrócił wzrok. 
- Ty też. - Powiedział elf do Thorina nie ukrywając śmiechu. Krasnolud zmieszał się, ale wszedł do ostatniej beczki. 
- A gdzie Tauriel!? - Krzyknął Kili, ale Legolas udając, że nie słyszy pociągnął za dźwignię, a podłoga pod beczkami przechyliła się ukazując otwór do, którego wszystkie beczki stoczyły się. Upadli na wodę z prądem kierującym się do światła gdzieś w oddali. Płynęli tak w ciemnościach jaskini, aż  w końcu podziemie ustąpiły światłu dziennemu  i teraz woda prowadziła ich na lądzie rzeki. 
- Już wypłynęliśmy poza królestwo? - Zapytał Bilbo. 
- Nie, przyjacielu. Jeszcze co najmniej godzina dryfowania po Mrocznej Puszczy. - Stwierdził Thorin. 
- O ile się stąd wydostaniemy! - Krzyknął Balin w tym samym czasie gdy straż elfów wydała rozkaz ,,Zamknąć bramę kanalizacyjną''. Po chwili beczki z krasnoludami zaczęły stukać jedna w drugą gdy zamknięta brama nie pozwoliła im się przedostać dalej. 
- Zdradził nas ten zawszony synulek tatusia?! - Spytał Bifur. 
- Nie, to by było bezsensu... - Odpowiedział Nori. 
- Kili! - Krzyknął Throin wskazując dźwignię jakieś dziesięć stóp od brzegu. 
- Robi się! - Odpowiedział krasnolud wchodząc szybko na brzeg. Na ich nie szczęście w tym samym czasie orkowie postanowili napaść na nich. Wyłonili się z lasu i rzucili na krasnoludy. Wtedy zza drzew wyskoczyła Tauriel, Legolas i jeszcze parę innych  elfów. Zgrabnie zabili większość orków jednak jeden ostro wkurzony na Tauriel zauważył jak patrzy na Kiliego próbującego dostać się w tym bałaganie do dźwigni i wtedy wycelował w niego. Strzała Morgulu trafiła go prosto w nogę. 
- Kili! - Wrzasnęła Tauriel, ale krasnolud popatrzył tylko na nią i zawieszając się na dźwigni spadł do swojej beczki sycząc z bólu. Krasnoludy uciekły. 
- Kili... Nie! - Tauriel ze łzami w oczach zamachnęła się na orka, który trafił Kiliego, ale ręka Legolasa powstrzymała ją. 
- Tylko on przeżył więc go zostawimy. Może wraz z moim ojcem coś od niego wyciągniemy. 
     Elfka nie odpowiedziała upadła na kolana i zaczęła przyglądać się rozwścieczona na związanego orka. Jedną rzecz wiedziała na pewno: zabije go po rozmowie z Thranduilem, a potem odszuka Kiliego. Nie da rady spokojnie funkcjonować nie wiedząc czy go straciła. 
    Silne ramię Legolasa objęło ją. 
- Da sobie radę. Jest silny. 
- A skąd ty to możesz wiedzieć? - Tauriel wybuchła płaczem.
 
- Wiem, na pewno że go kochasz. I mówię to szczerze, bo praktycznie nigdy nie płaczesz, a teraz łzy lecą ci jak wodospad.
- Przestań, nie zaczynaj od nowa tego tematu... - Elfka wytarła oczy i poszła z Legolasem do zamku żeby wypytać orka. Jej przyjaciel miał rację. Odkąd poznała Kiliego poczuła co to tęsknota, ból i nie bała się płakać tak jak kiedyś, żeby Legolas nie pomyślał, że jest słaba i przewrażliwiona. Teraz się tym nie przejmowała.


_________________________________________________________
Podoba się? Jesteście za Kilim czy Legolasem? Przepraszam za wszystkie błędy, zazwyczaj ich nie popełniam, ale nikt nie jest idealny. Miłego czytania i zapraszam na ask'a  tego bloga ;)

5 komentarzy:

  1. super. bardzo fajnie wykreowalas postaci. Tauriel jest rewelacyjna. Oczywiście Legolasa ubóstwiam jeszcze z Wladcy Pierścieni także jestem za nim ;D choć mam nadzieje że Killi nie umrze zbyt szybko ;D
    www.czarnekrolestwo.blog.pl - też piszę, zapraszam

    OdpowiedzUsuń