czwartek, 28 maja 2015

Rozdział VIII - koniec

   
Info:Może zastanawiacie się dlaczego tak długo nie pisałam. Odpowiedź jest prosta: napisać rozdział do takiego bloga nie jest łatwą rzeczą chociaż z pozoru tak. Moje rozdziały chwaliły dwie osoby chociaż wyświetlało je ponad tysiąc ludzi. Z tego powodu było mi przykro, bo każdy komentarz to motywacja do dalszej pracy. Stwierdziłam, że nie napiszę kolejnego rozdziału dopóki nie będzie co najmniej pięciu komentarzy i stało się więc zapraszam na kolejny! ;)





    Kili siedział łkając przy Tauriel i głaszcząc jej blady policzek. Za pięć minut Bolg wstanie ze skały i go dobije. I tak się skończy jego historia. Ale teraz nic dla niego się nie liczyło oprócz elfki. Kochał ją tak mocno. Oddałby dla niej życie. Chciałby się zamienić z nią miejscami. Nawet gdyby miała wyjść za Legolasa. Żeby tylko była szczęśliwa.
     Usłyszał głośne huknięcie za sobą. Czyli to już? Zacisnął powieki i mocniej uścisnął gładką dłoń Tauriel. Nagle ziemia zadrżała.
- Co tu się dzieje!? - Krzyknął ktoś i znów huknęło. Kili wstał. Zobaczył Legolasa. Parę stóp za nim leżał Bolg z pięcioma strzałami w głowie. Elf zauważył Tauriel. Jego serce pękło na kawałki. - Ty...! Ty... śmierdzący, zgniły krasnoludzie! C-co jej się stało!? - Podbiegł do elfki i położył jej głowę na swoich kolanach.
- Zabij mnie. Błagam. - Wymamrotał Kili ukrywając twarz w dłoniach.
- A żebyś wiedział! - W oczach Legolasa zebrały się łzy. O dziwo było ich mniej niż w oczach Kiliego. Wstał i już miał wycelować w przytulonego do Tauriel krasnoluda kiedy przypomniał sobie swoje własne słowa ,,obiecuję, że jeżeli coś ci się stanie zabiję tego krasnoluda!''. Złapał Tauriel za rękę. Poczuł za razem radość jak i smutek.
- Ona żyje! Żyje! - Zawołał z ekscytacją i zaczął grzebać w jej kieszeniach. Kili oprzytomniał.
- Naprawdę!?
- Tak, ale jak nie znajdę odpowiednich lekarstw to może być za późno...
    Kili szybko bez zastanowienia wyciągnął z dolnej kieszeni elfki kępkę ziół i  jakiś flakonik. Zapamiętał, że tam były, bo Tauriel użyła ich jak leczyła Thorina.
- Skąd wiedziałeś, że są tam? - Spytał oburzony Legolas. Kili chciał powiedzieć prawdę, że naprawdę jej nie zna tak dobrze tylko widział jak wyjmowała je, ale w porę ugryzł się w język.
- Nie ważne. Lecz ją!
    Elf wziął flakonik i uśmiechnął się pod nosem jakby sobie coś przypomniał.
- Dałem go Tauriel jak byłem jeszcze bardzo młody. To bardzo rzadkie lekarstwo. Jako książę, ojciec mi je dał, żebym go użył w trudnych chwilach, ale podzieliłem się nim z nią.
- To miło z twojej strony... - Odrzekł zakłopotany krasnolud kiedy elf zaczął przygotowywać coś z ziół i lekarstwa. Tauriel użyła tego BARDZO RZADKIEGO lekarstwa żeby uleczyć Thorina, a przecież to BARDZO RZADKIE lekarstwo... Nie musiała go marnować na nieznajomego i niemiłego krasnoluda, a jednak... - Słuchaj, wiem, że między nami nie było zbyt dobrze, ale ja ją kocham. Najmocniej. Najbardziej. Zrobię dla niej wszystko. Nie umiem z niej zrezygnować. Chcę tylko... chcę tylko, żebyś to zaakceptował.
- Błagam cię, zamknij się.
      Kili westchnął i złapał zimne palcami elfki. Po chwili zdał sobie sprawę, że robią się coraz cieplejsze i odzyskują zdrowy, rumiany kolor. Bursztynowe oczy Tauriel powoli otworzyły się. Krasnolud wstał szybko i pomógł jej usiąść.
- Tauriel! Tak się cieszę, że żyjesz! Przepraszam za wszystkie moje słowa! Tak bardzo cie kocham. - Uściskał ją, a ona przypominając sobie wszystko po kolei pocałowała go wybuchając płaczem. - Jestem tu. Byłem głupcem, ale to dlatego, że nie chciałem cię stracić. Pamiętaj, że zawsze jestem dla ciebie.
     Elfka przytaknęła i mocno trzymała się szyi Kiliego.
- Kocham cię, Tauriel, tak bardzo mocno. Przepraszam! - Z oczu krasnoluda płynęły łzy. Siedzieli w uścisku łkając sobie w ramiona. Legolas patrzył na to nieco skrzywdzony.
- Legolasie, dobrze, że jesteś. - Powiedziała podchodząc do niego. Otarł jej łzę.
- Zawsze myślałem, że jesteś tylko moja, ale przecież widzę, że nigdy nie będziemy razem... - Szepnął wkładając kosmyk jej rudych włosów za ucho.
- Och, nie mów tak! Jesteśmy razem. Kocham cię, przecież wiesz!
- Tak, ale to nie to samo co do niego... - Spojrzał wymijająco na Kiliego.
- Kocham Kiliego, ale spójrz. W Rivendell czeka na ciebie Riwena. Ona nie jest ci obojętna.
- Nie, nie jest.
- No właśnie. Ty jej też nie. Powinieneś być teraz właśnie z nią. Ona da ci więcej szczęścia niż ja.
- Ale Tauriel...
   Elfka przytuliła go mocno i pocałowała w policzek.
- Tak będzie najlepiej.
    Kili i Legolas pomogli iść Tauriel. Zeszli z półki skalnej i skierowali się w drogę powrotną. To co ujrzeli jednocześnie ulżyło im, ale i przeraziło. Tauriel krzyknęła z szoku i zasłoniła usta dłonią. Znów zbierało jej się na płacz. Kili krzyknął tak głośno, że słychać to było na całym polu bitwy. Legolas spuścił wzrok.
   Na ziemi leżało wiele martwych ciał, ale chodziło jedno skupienie krasnoludów.
- NIE! NIE! NIE! - Wrzasnął Kili klękając przed skamieniałą twarzą Thorina obok, której płakał Fili. - NIE!!!
- Poświęcił się. - Załkał Dwalin. - Dla nas wszystkich. Azog już nad nim zwyciężał. Przybił go do ściany i miał zadać ostateczny cios, ale Thorin kopnął w ścianę z taką mocą, że kamienie zsunęły się i zabiły Azoga no i... jego. - Skończył ocierając oczy.
    Wszystkim płynęły łzy. Kili i Fili wprost rzucali się z bólu. Tauriel schowała twarz w ramieniu Legolasa, który widząc tą drastyczną scenę żałował sowich czynów wobec Thorina.
    Sześć miesięcy później wszystko wróciło do normy.
   Riwena wyszła za Legolasa i urodziło im się dziecko. Piękna elfka, którą nazwali Leti. Miała turkusowe oczy Riweny i złote włosy Legolasa. Oprócz tego kipiała temperamentem.
   Kili skierował do Żelaznej Stopy słowa: ''Jestem za młody, tron jest twój, nie chcę go, ty masz zdolności władcy po wujku... Ja się nie nadaję'' i wraz Tauriel zamieszkali w niewielkiej wiosce położonej na zachód od Ereboru i wschód od Zielonego Lasu. Mieli dwóch synów: Thorina II i Taerinaoraz córkę Dis (po matce Kiliego).
    Reszta krasnoludów z kompanii rozsiedliła się w Morii i Ereborze. Bilbo wrócił do Shire, a Gandalf podróżował po świecie.
   Thorin został pochowany na górze, na której umarł. Na półce skalnej tej góry pobrali się Kili i Tauriel, bo tam została przeżyta najbardziej pamiętna chwila.
   Wszyscy żyli długo, ale nie do końca szczęśliwie, bo ilekroć spojrzeli w gwiazdy, ogień kominka czy iskrę w fajce widzieli gniew smoka. Thorin czuwał nad nimi. Był dumny.
    Czy to koniec tej historii? Sami pomyślcie. |

*Taerin - w języku krasnoludów (khuzdul) oznaczało to ''prawdziwą miłość''. Tauriel chciała tak nazwać swojego syna. 

_____________________________________________To już jest koniec, ale nie będzie pustki. Jeżeli chcecie mogę napisać kontynuację o dzieciach naszych bohaterów, ale to wasza decyzja czy jesteście zainteresowani. Mam nadzieję, że ten krótki, ale ujmujący rozdział zakańczający przypadł wam do serca. Dziękuję, że tu jesteście! ♥
   

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział VII

      Gdybyś mógł/mogła wybrać jeden jedyny moment w życiu kiedy czas miałby się zatrzymać, który to by był? Bo Tauriel właśnie teraz miała ochotę to zrobić.
     Orków pozostało mniej niż przed dwoma godzinami, ale elfów i krasnoludów też. Przez tą noc walki zdążyło już umrzeć co najmniej pół wojska Elronda, Nori z kompanii Thorina, parędziesiąt krasnoludów od Żelaznej Stopy i pół wojska orków. A gdyby nie Legolas i Kili, Tauriel też leżałaby martwa. Ciągle  patrzyła czy im się coś nie dzieje, a przez to nie zwracała uwagi na wrogów idących na nią i w ostatniej chwili oni, albo krzyczeli ,,Tauriel uważaj!'', albo sami przybiegali do niej i odpierali atak. Jeszcze nigdy nie była tak bardzo niesamodzielna.
- Kili! Chodź tutaj! - Zawołał niespodziewanie Thorin zgarniając Kiliego za jakąś wielką skałę. - Słuchaj, zgodnie z Żelazną Stopą stwierdziliśmy, że jak długo Azog siedzi na tamtym wzgórzu i kieruje walką tak długo wojna będzie trwać. - Spojrzał na Kiliego jakby miał się czegoś domyślić, ale on tylko zmrużył oczy.
- A więc? - Powiedział w końcu dając do zrozumienia Thorinowi, że nadal nie wie o co chodzi.
- A więc trzeba Azoga...?
- Ja nadal nie wiem! - Oburzył się.
- A więc trzeba Azoga wyeliminować!
- Aaa. To jaki jest plan?
- Ja, ty, Dwalin i Glóin pójdziemy od tyłu na tamto wzgórze i zakończymy tą rzeź. Dlatego idź po Glóina, a ja zawołam Dwalina.
- Taa... robi się.
    Kili wyskoczył zza kamienia i zobaczył Tauriel zabijającą czterech orków na raz. Wyglądała niesamowicie i bardzo imponowała mu swoimi zdolnościami. jednak krasnolud zauważył, że w oczach ma łzy.
- Tauriel? Co się dzieje!? - Zawołał podbiegając do niej.
- Kili! - Elfka jakby dostała szoku rzuciła się na krasnoluda i mocno przytuliła do jego szyi. - Myślałam, że cię porwali, albo że... że ty... - Załkała i ukryła twarz.
- Jestem tu. - Złapał ją za rękę i po chwili ujrzawszy Glóina dodał szybko. -  Tauriel, posłuchaj. Idę zakończyć tą walkę, nie szukaj mnie, nie idź za mną, może się to źle skończyć. Obiecaj, że za mną nie pójdziesz.
- Ale przecież obiecałam, że do ciebie wrócę! - Powiedziała przykładając dłoń do kieszeni.
- Wiem, ale w tym przypadku to ja wrócę do ciebie.
- Obiecujesz?
- Kocham cię.
- Ale Kili!
   Krasnolud już odbiegł do Glóina i poszedł z nim gdzieś. Co to wszystko miało znaczyć?
- Co Thorin robi? - Zapytał Bilbo Balina.
- Nie wiem, ale wziął trzech najlepszych wojowników. - Podrapał się po głowie i nagle jakby się zachłysnął spojrzał z niedowierzaniem na wzgórze. - Na Durina! Gdzie sjest Azog!?
- Czy on...
- Schował się? Zobaczył ich? Zaatakuje ich pierwszy z ukrycia? Tak. To w jego stylu, Bilbo.
- Trzeba ich ostrzec!
    Tauriel nie zastanawiając się ani chwili przerwała im rozmowę.
- Ja to zrobię! - I nie czekając na odpowiedź popędziła w kierunku Kiliego i reszty.


                                                                   

      Thorin pewny siebie skradał się wraz z pozostałymi trzema krasnoludami na kamienne wzgórze pokryte cienką warstwą śniegu i lodu. Chociaż z góry nie dobiegały żadne dźwięki uparcie tam dążył.Gdy w końcu stanęli na szczycie z jeszcze wyższej półki skalnej zeskoczyły na nich czterej orkowie, którzy długo nie pożyli. Glóin  prychnął z pogardą.
- Tak szybko dali się zabić? Azog chyba miał coś nie po kolei z głową gdy wybierał straż fortecy.
- Nie daj się zwieść tak szybko. To dopiero początek. - Szepnął Thorin bacznie obserwując ściany wzgórza. - Gdzie się podziała ta szkarada?
    Jak na zawołanie z szczytu zaczęli - dosłownie - spływać orkowie. Na początku wyglądali jak jedna wielka, czarna fala. Thorin ustał na środku i wyciągnął miecz jednak oni ominęli go szerokim łukiem i zaatakowali Dwalina, Glóina i Kiliego.
- Dacie radę!? - Krzyknął i po chwili otrzymał twierdzącą odpowiedź więc zabił jeszcze paru orków po czym odszedł gdzieś w poszukiwaniu Azoga.
     Wyszedł na otwartą przestrzeń gdzie zamiast stać na skałach, utrzymywała go gruba warstwa lodu. Usłyszał dudnienie wielkich nóg za sobą.
- Długo się nie widzieliśmy. - Powiedział odwracając się. - Azogu Plugawy.
     Potężny, blady ork z szramami na całym ciele i wężowymi oczami stał przed nim trzymając kawałek łańcucha z dużą kulą na końcu. Nie wahając się ani trochę zamachnął się na krasnoludzkiego króla.
     W tym samym czasie Tauriel zdążyła wdrapać się na szczyt. Usłyszała warknięcia i zaraz potem zauważyła trójkę krasnoludów nieźle dających sobie radę z gromadką orków. Natychmiast im pomogła i już po chwili żaden nie był żywy.
- Tauriel! Mówiłem ci żebyś nie szła za mną! - Powiedział zirytowany Kili.
- Wiem, ale musiałam was ostrzec chociaż teraz i tak jest za późno...
- Przed czym?
- Przed tym. - Kopnęła głowę jedno z wielu orków leżących na ziemi. - Balin i Bilbo myśleli, że to zasadzka.
- Wracaj tam na dół, dobrze?
- Nie zostawię cię teraz!
- Tauriel zrozum, że nie odcinam cię do walki, bo wiem, że jesteś wrodzoną wojowniczką, ale nie możesz iść za mną. Nie pozwolę ci na to. Pomóż Legolasowi.
- Dlaczego!? - Krzyknęła. Nie rozumiała czemu tak bardzo mu zależało żeby byli z dla od siebie. Nie mogła uwierzyć, że teraz  gdy wybrała i kochała jego on kazał jej iść do Legolasa.
- Tauriel, idź. - Odparł szorstko.
- Nie! Ty tego tak na prawdę nie chcesz! Mówisz tak, bo zgrywasz bohatera, bo niby się o mnie troszczysz! A ja i tak nie pójdę! Nie zostawię cię!
    Kili przełknął ślinę jakby miał zaraz zrobić coś strasznego.
- Nie chcę, żebyś mi towarzyszyła. Nie chcę cię obok mnie.
- Co takiego? - Elfce zakręciło się w głowie. Krasnolud pozostał niewzruszony. Poczekała chwilę, bo miała nadzieję, że Kili zaraz ją przeprosi, albo powie, że to był kiepski żart,a le on tylko popatrzył w ziemię. - Świetnie! - Wrzasnęła nie ukrywając łez i zeszła na dół.
    Kili opadł na kolana i ukrył twarz w dłoniach.
- Wybacz mi... - Szepnął.
- Dlaczego to zrobiłeś? - Zapytał Dwalin.
- Bo ją kocham.
- Rozumiem...
- Musimy iść. Czekają nas jeszcze olbrzymy i te inne paskudztwa.

                                                                       숲


     Tauriel schodziła powoli z wzgórza. Oczy miała pełne łez, a w nogach i rękach ani trochę siły. Kili od tak jej nie chciał. Wszystko prysnęło jak krople z wodospadu. Gdy dotarła do szczególnie wysuniętej na wschód półki skalnej za skałą poruszyło się coś. Podeszła bliżej i ku jej oczom ukazał się Bolg. Wielki. obrzydliwy potomek Azoga.
     Elfka zadrżała. Ostatnie na co miała ochotę to walka w pojedynkę. Próbowała uciec jednak ork zaatakował. Tauriel krzyknęła przeraźliwie, ale odskoczyła i włócznia nie dotknęła jej.
     Na jej szczęście krzyk usłyszał ktoś jeszcze oprócz Bolga.
- Tauriel! - Kili nie mógł wytrzymać i szybko zszedł na niższy poziom w poszukiwaniu ukochanej.
- Kili! - Tauriel zrobiła kolejny unik. On szukał jej. elfka bardzo się ucieszyła, ze jednak do niej idzie, ale rozmyśliła się. jak tu przyjdzie i jemu może się coś stać. - Nie Kili! Wracaj na górę!
- No coś ty!? Gdzie jesteś! - Krasnolud rozpaczliwie rozglądał się w te i wewte, ale po Tauriel nie było śladu. W końcu zauważył wąski korytarzyk prowadzący gdzieś na wschód. Wszedł po nim, aż doszedł na miejsce.
- Tauriel!
- Kili! Mówiłam żebyś nie przychodził! - Chciała do niego podbiec, ale w tym momencie Bolg trafił ją prosto w głowę. Upadła i poleciała na krawędź klifu.
- Tauriel! Nieee! - Wrzasnął krasnolud i ruszył na orka. Zadał Bolgowi cios w nogę. Ten zachwiał się, ale nadal walczył. Potem Kili dostał w brzuch, ale też się nie poddał. W końcu trafił orka tak porządnie, że chwilowo upadł na ścianę i nie poruszał się. Krasnolud podbiegł do elfki.
- Przecież mnie zostawiłeś. - Tauriel spróbowała wstać, ale krew leciała jej strumieniami. Widok powoli jej się zamglił.
- Trzymaj się! Proszę! - Zapłakał krasnolud i potrząsnął nią.
- Kili... - Wymamrotała resztkami sił. - Uważaj. Za tobą.
    Ale on nie słuchał jej. Trzymał ją rozpaczliwie w objęciach. Skoro ona miała zginąć to on razem z nią.
- Będziemy żyć. - Powiedział zgarniając włosy z jej pięknej chociaż zakrwawionej twarzy. Zaczął robić marny opatrunek.
- Daj spokój... - Szepnęła, a jej powieki stopniowo opadały.
- Kocham cię, słyszysz!? - Nie odpowiedziała, oczy zamknęły się jej. Tylko na skroni widniała mała łza. - Słyszysz!? - Krzyknął nerwowo krasnolud. Nadal nie mógł się pogodzić z tym co się stało. - Tauriel! Słyszysz!? - Ścisnął jej ramię. - Kocham cię. - Wyjąkał i zaczął płakać przykładając dłoń elfki do swojego policzka.
     Gdybyś mógł/mogła wybrać jeden jedyny moment w życiu kiedy czas miałby się zatrzymać, który to by był? Bo Tauriel nie wybrałaby tego. Zdążyła usłyszeć te dwa słowa, na które czekała i chociaż los nie pozwolił jej odpowiedzieć. Słyszała. Słyszała, że ją kocha. Mogła odejść.


_________________________________________________
To przedostatni rozdział. Pisałam dosłownie na speedzie. Mam nadzieję, że się spodobało. :') Miłego czytania! :*



sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział VI

     Thorin kompletnie załamany łkał na tronie, hobbit Bilbo próbował go pocieszyć, a reszta krasnoludów chodziła w tę i wewte nie mogąc się uspokoić. Tylko Kili oparty o ścianę chował twarz w dłoniach w kącie komnaty. Obok niego siedziała Tauriel.
- Tak mi przykro, to okropne. - Powtarzała od godziny z nadzieją, że krasnolud odpowie, ale on ani drgnął. - Nie wiem co mogę dla ciebie zrobić, ale obiecuję, że zrobię wszytko. - Kili tylko obrócił się do niej plecami.
- Zostaw go. On i Fili byli nie rozłączni. To tak jakby ktoś ci zabrał wszystko co masz. - Mruknął Balin.
- Ale jak to się stało? - Zapytała przysuwając się do niego.
- No więc jak weszliśmy do Ereboru Smaug oczywiście był na to gotowy. Pierwszy poszedł Bilbo, bo smok nie znał jeszcze jego zapachu. Za nim podążyła cała kompania. W końcu zorientował się co jest grane, ale w tym czasie zdążyliśmy popchnąć na niego wielki, kamienny dzwon, który przewracając go do tyłu stoczył Smauga na sam dół kopalni. A wiedz drogie dziecko, że tutejsze kopalnie są głębokie na tysiące mil. No, ale smok jak smok nie poddał się. Gdy Fili podszedł do krawędzi dołu, żeby zobaczyć co z nim, wybuchnął wielki ogień i jedyne co potem usłyszeliśmy to jego straszny krzyk. Wszyscy od razu się zerwali, ale było za późno. Ogień smoka spalił nie tylko Filiego, ale też grunt pod nim. Możesz sobie wyobrazić co zrobił Thorin. Pamiętasz co było jak Kili był ranny? No właśnie...
- Czyli Smaug jeszcze żyje?
- Tak. On tu jest i gdy tylko odzyska siły wydostanie się z tych kopalni.
     Tauriel była zszokowana. Jak ona mogła tak naciskać na Kiliego!? Przecież widział na własne oczy jak jego brat zostaje spalony żywcem!
      Wtedy usłyszała jakieś krzyki.
- Tauriel!? Jesteś tu!? Błagam powiedz coś!
- Legolas!? Tu jestem! - Odpowiedziała chociaż nie była pewna czy chce go widzieć.
- Tauriel! Przepraszam cię! - Krzyknął elf wskakując do komnaty. Ścisnął Tauriel tak mocno, że ta nie mogła oddychać.
- Już spokojnie. - Wyrwała się mówiąc oschle. - Co ty tu robisz, jak się dostałeś?
- Nie zacierasz śladów po sobie...
     Chciał jeszcze dodać, że mu przykro, ale w tej chwili wszedł do pomieszczenia Thorin.
- Nie chcę być nie miły, ale nie zapraszałem cię tutaj, elfie. - Powiedział zerkając na jego broń. Legolas prawie, że w sekundę pozbył się jej.
- Wiem, ale każda głowa do walki się przyda i pomyślałem, że mogę pomóc. Świetnie strzelam z łuku i nieźle mi idzie z mieczem.
- Co? O czym ty znowu mówisz? Jaka walka?
- Nie powiedziałaś mu?! - Spojrzał na Tauriel, której zrzedła mina.
- Mogę się dowiedzieć o co ci chodzi!?
- Thorinie, bo ja ci nie powiedziałam, że... no...
- Tak!?
- Armie orków zbliżają się na Erebor i elfy w swoim czasie też. Każdy pragnie złota. - Wypaliła, a krasnoludy zerwały się z miejsca. Nawet Kili jakby wytężył słuch chociaż nadal siedział.
- MÓWISZ MI TO TERAZ!?
- A temu co? - Zapytał nagle i nietaktownie Legolas patrząc na Kiliego.
- Ja ci zaraz powiem co!!! - Warknął Thorin zbliżając się powoli do elfa. - W tym królestwie nie masz prawa się tak odzywać do nikogo, a zwłaszcza nie do mojego syna! Może i w waszym lesie jesteś super-księciuniem, ale tutaj działasz na moich zasadach. Dziękujemy za pomoc i ci to jakoś wynagrodzimy, ale nie pozwalaj sobie na za dużo. - Był tak blisko, że jego miecz był zaraz przy krtani Legolasa, który chociaż się wściekł nic nie powiedział.
- A co ze smokiem? - Spytał spokojnie.
- Na razie próbuje wydostać się z kopalni co zajmie mu około... no powiedzmy do południa. A potem spróbujemy go wygnać.
- Słaby plan... - Mruknął, ale spojrzawszy na Thorina dodał szybko. - Lepszego i tak nie mamy.
- Dobrze... ponieśliśmy ogromną stratę, ale zdałem sobie sprawę, że moje ślęczenie i opłakiwanie nic nie da. Dwalin i Bifur pójdźcie zobaczyć jaka broń, która przetrwała leży w składowniach. Bombur i Nori na straż. Glóin, Óin, Dori wy zbierzcie wszystko co wpadnie wam w ręce i może się przydać do tymczasowego przeżycia. Nawet  najbardziej podziurawiony koc i spleśniały chleb. Bofur przygotuj coś do jedzenia. Balin z Orim macie za zadanie sprawdzić co z lochami. Pewnie będzie śmierdziało od padlin. I Kili... Kili ty siedź. A ty Tauriel i ty... elfie róbcie co chcecie tylko nie kręcicie mi się pod nogami. - Każdy zajął się swoim zadaniem i po chwili w komnacie został tylko Thorin, Kili i Bilbo, który głośną odchrząknął. - Ach tak! Bilbo, przyjacielu, dla ciebie mam zadanie specjalne. W głównej sali zapełnionej po brzegi złotem leży gdzieś arcyklejnot. Znajdź go.
- Co takiego!? Mam szukać kamyka między milionem monet!?
- To nie jest zwykły kamyk. Idź już.
    Hobbit niechętnie wykonał rozkaz. Gdy wyszedł Thorin usiadł obok Kiliego i westchnął.
- Kili, damy jakoś radę. Mnie też jest ciężko. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Jeden wielki koszmar, ale jesteśmy już tak blisko celu. To nasz dom, który z takim zapałem próbujemy odzyskać. To wszystko jest nasze. Musimy żyć i się cieszyć. Musimy, synu.
- Ale ja nie chcę tego wszystkiego. Po co mi to skoro mój własny brat poległ? - Odburknął powstrzymując łzy.
- Posłuchaj, twój brat to jeden z najdzielniejszych krasnoludów jakich znam. On na pewno nie chciałby, żebyś tak tutaj siedział. Rób jak uważasz, ale wszyscy zawsze jesteśmy z tobą. - Poklepał go po ramieniu i wtedy zauważył, że zza kolumny przysłuchuje im się elfka. - I jeszcze jedno, nie odtrącaj  Tauriel. To wspaniała dziewczyna i ona naprawdę cię kocha.
    Thorin uśmiechnął się do niej i pośpiesznie wyszedł z komnaty.
     Kili w końcu dał za wygraną. Ciemnobrązowe kosmyki opadły na jego wycieńczoną, bladą twarz. Mimo swojego szkaradnego wyglądu każdy by przyznał, że jednak wygląd bardzo pociągająco siedząc tak z odchyloną głową. Tauriel szybko uklękła przed nim. Spojrzał na nią spod przymrużonych powiek. Z jej oczu leciały łzy. Wyciągnął ramiona, a ona jakby tylko na to czekała rzuciła się w objęcia i zaczęła szlochać w jego ramię, a on kołysał ją jak dziecko.
- Ciii. Jestem tu. - Szeptał kojącym głosem.
- T-tak się o c-ciebie mart-twiłam. - Mówiła drżącym głosem nie puszczając go. - P-przepraszam cię K-kili ja po prost-tu nie mogłam inaczej i...
- Rozumiem. Nie musisz się tłumaczyć. - Spojrzał w jej załzawione oczy i głęboko ją pocałował. W końcu przestała płakać.
    Uspokojona elfka siedziała tak jeszcze kilka minut na jego kolanach, a od czasu do czasu ich usta łączyły się w pocałunku. Aż do momentu, w którym Legolas wszedł do pomieszczenia. Tauriel miała zamiar wstać i tłumaczyć się, ale było jej dobrze. Po co miała się tłumaczyć przed Legolasem? On i tak wiedział.
- Umm... przerwałem wam? - Wyjąkał i wyszedł zakłopotany potykając się o własne nogi, a zdarzyło mu się to bardzo rzadko.
    Kili parsknął śmiechem, a Tauriel zaraz za nim i pewnie nie skończyliby gdyby nagle nie wrzaski Bombura.
- Burza! Burza nadciąga! Straszliwa burza! To zwiastuje tylko jedno!!! Orkowie już wyruszyli!!!
- Kiedy do nas dotrą!? - Odkrzyknął zaniepokojony Thorin.
- Na moje oko to dwie noce, na oko Noriego trzy...
- Złaźcie już z wieży i weźcie jeszcze parę rąk do pomocy! Trzeba umocnić mury i bramę!
    Gdy wrzaski ucichły Tauriel spojrzała wymijająco na Kiliego. Obydwoje poszli pomóc reszcie.
     I tak właściwie mijały im dni. Smaug co dziwne nadal gubił się w kopalniach co można było słyszeć, a od czasu do czasu widać było buchający ogień z dołów. A Erebor nie mógł być już bardziej zbity deskami i podparty kamieniami. W końcu doczekali się ostatniego dnia, w którym o zmroku mają stawić się orkowie.
- Ale jak my ich pokonamy!? - Krzyknął zdenerwowany Dwalin. - Ich będą dwie armie, a nas? Zaledwie garstka!
- Zapomniałeś chyba o moim kuzynie! - Odwarknął Throin siedząc spokojnie na tronie.
- Aha! Czyli Żelazna Stopa będzie walczył za nas podczas gdy my będziemy spokojnie siedzieć i czekać aż albo jego armia, albo orków da spokój!?
- Lepiej idź szukać arcyklejnotu! Bez niego nie mogę być waszym królem. - Thorin jeszcze nigdy nie był tak zarozumiały i... zły. Ciągle tylko mówił o tym kamieniu. Nawet przez sen.
- Thorinie, nie potrzebujesz arcyklejnotu, żeby być naszym królem. Wszyscy ci tutaj ufamy i pójdziemy z tobą nawet na śmierć! - Próbował go uspokoić Balin, ale on nie słuchał. - Dopadła go Smocza Choroba... - Szepnął i ruszył do drzwi, a za nim pozostałe krasnoludy, hobbit oraz Tauriel i Legolas. Jednak Thorin zatrzymał ich.
- Chyba jasno się wyraziłem! Szukajcie arcyklejnotu!
- Oczywiście.
    W ogromnym komnacie wypełnionej po brzegi złotem wszyscy tylko siedzieli z spuszczonymi głowami. Już dziesięć razy przetrząsnęli ten zamek. Nigdzie go nie było, ale ich król uparcie twierdził, że ostatnim razem widział go gdzieś w tym złocie. Tylko kiedy to było? Jeszcze za czasów jego dziadka.
- Co to jest ta Smocza Choroba? - Zapytał Legolas bawiąc się sznurkiem od butów.
- Już każdy król tej góry na to zachorował, ale Thorin nigdy taki nie był. Nigdy. - Powiedział wypuszczając parę łez Balin. - Smocza Choroba polega na tym, że żądasz władzy ponad wszytko. Nie możesz spać i jeść. Liczy się tylko złoto, władza oraz strach.
- Strach?
- Strach przed utratą tego majątku. To jest chciwość bez granic.
    Legolasowi coraz mniej się tu podobało, ale też coraz bardziej czuł, że musi pomóc.
- Muszę stąd jechać! - Niemalże krzyknął wstając.
- Co takiego!? Nie możesz w takiej chwili! - Oburzyła się Tauriel.
- Nie, nie. Nie chcę uciekać od walki. Muszę jechać do Rivendell.
- A po co!?
- Muszę porozmawiać z Elrondem, żeby przemówił do rozsądku mojemu ojcu. Jeżeli się uda to prawdopodobnie elfy pomogą krasnoludom zamiast walczyć o złoto.
- Nie słuchałeś przepowiedni!? ,,Elfy z Mrocznej Puszczy najpierw pomoc zaoferują jednak później same będą żądać swojej części klejnotów...''. Oto chodziło Riwenie!
- No właśnie nie. Zanim wyszedłem z pałacu podsłuchałem mojego ojca jak rozmawiał z paroma elfami z armii. On też już planuje stanąć do walki. Jeżeli Elrond go przekona, a tylko on może to zrobić, mój ojciec zrozumie swoje błędy.
- Czym my zasłużyliśmy na taką przysługę? - Zapytał wzruszony Bombur.
- W porządku. Więc idź. - Powiedziała elfka.
    Gdy wyszedł Tauriel stwierdziła, że czuła się lepiej gdy był przy niej, bo od dzieciństwa w trudnych chwilach wspierali się.  Kili to chyba zauważył, bo uważnie się jej przyglądał więc Tauriel uśmiechnęła się do niego nieszczerze i położyła głowę na ramieniu krasnoluda, a ten objął ją ramieniem. To był mały gest, ale podniósł elfkę na duchu, bo wiedziała, że Kili jest przy niej i ją kocha.



                                                                         

     Legolas zagwizdał i już po chwili biegł do niego jego biały koń. Gdy na niego wskoczył wierzchowiec zaczął pędzić jak burza.
     Po paru godzinach obydwoje stali się zmęczeni i już miał zejść z niego, żeby odpocząć gdy w końcu ujrzał biały pałac i potoki Rivendell. Elrond  natychmiast wyszedł do niego.
- Legolas! Jak miło cię widzieć! Co cię tu sprowadza? - Zawołał uradowany pomagając mu zejść z konia i podtrzymując go ponieważ zarówno nogi jak i głowa odmawiały mu posłuszeństwa.
- Elrondzie...ja... ja muszę cię prosić o pomoc. - Usiadł przy stole, a na przeciw niego Elrond podając mu wodę. Kazał tez napoić konia jakiemuś innemu elfowi.
- No więc słucham.
- Krasnoludy z Ereboru potrzebują pomocy, ale mój ojciec chce ich tylko obrabować. Błagam cię. Przemów do niego. Spróbuj.
- Hmm... - Król Rivendell zadumał się i w końcu powiedział. - Nie tylko porozmawiam z Thranduilem, ale też wyślę jedną... jedną... - Znów się zastanowił. - Jedną armię z trzystoma elfami do pomocy. Wiem, że to nie dużo, ale zawsze coś.
- Elrondzie to... to wspaniale! Dziękuję.
- Zanim ruszysz w drogę, ktoś chce z tobą pomówić.
    Wyszedł, a po chwili w drzwiach stanęła Riwena. Legolas pobiegł do niej i podnosząc do góry przycisnął do siebie bardzo mocno. Mocniej niż parę dni temu Tauriel. Elfka uśmiechnęła się do niego, a jej turkusowe oczy stały się jeszcze jaśniejsze niż zwykle.
- Tak bardzo mi ciebie brakowało. - Powiedział książę dotykając jej gładkiego, niemalże białego policzka. Nic nie odpowiedziała tylko delikatnie pocałowała go w usta po czym jakby rozpłynęła się w powietrzu. Elf zastanowił się czy to nie sen, ale gdy zobaczył armie elfów czekającą na jego
rozkazy dosiadł swojego wypoczętego już konia i ruszył do Ereboru.
     Było już ciemno gdy dotarł na miejsce. Ale ujrzał tam coś strasznego. Ogień i czarną mgłę. Orkowie pod dowództwem Azoga Plugawego i krasnoludy z rządzącym się Żelazną Stopą toczyły zaciętą walkę. Śmierci można było wyczuć tak dużo, że było jej więcej niż powietrza.
     Elfy natychmiast stanęły po stronie krasnoludów i zaczęły strzelać z łuków. W tym czasie Legolas zabijając orków na prawo i lewo dostał się do zamku.
- Elrond wysłał niedużą armię do pomocy krasnoludów! - Krzyknął wchodząc do komnaty, w której siedzieli wszyscy oprócz Thorina.
- To świetnie. - Mruknął Kili. - Szkoda tylko, że my nie możemy walczyć za swój dom. To plami nasz honor.
- Nie no ja tak nie wytrzymam! - Wrzasnął nagle Dwalin. - Idę do Thorina i albo pójdziemy tam z bronią, albo odetnę sobie głowę!
- Nie musisz do niego iść. - Powiedział ktoś nagle wchodząc do pomieszczenia. - Ale głowy też sobie nie odcinaj. - Thorin stanął przed swoją kompanią patrząc na nich krzywo.
- Wujku, czemu to robisz!? - Krzyknął na niego Kili stając przed nim. - Fili nie po to umarł, żebyśmy siedzieli i gnili w tym zamku! Nie po to! Ja chcę walczyć za siebie! Nie mogę patrzeć jak inni umierają za nas!
- Wiem. I się zgadzam.
- Nie obchodzą mnie twoje kaprysy! Ja chcę tylko...
- Kili, powiedziałem, że się zgadzam... - Przerwał mu spokojnie Thorin.
- Idę tam z mieczem i zbroją i mam gdzieś co o tym sądzisz...
- Kili!!!!!!!!!!! - Krzyknął tak głośno, że Kili w końcu ucichł. - Powiedziałem, że się zgadzam.
- Ooo... - Zawstydził się, ale po chwili przytulił się z wdzięcznością do Thorina.
- Słuchajcie, wiem, że was zawiodłem, ale czy mogę was prosić jeszcze raz. Ten ostatni raz. Pójdziecie ze mną walczyć? - Zapytał ze łzami w  oczach.
- Taaaaak!!!! - Odległy się krzyki i wszyscy poszli po broń. Tylko Balin siedział obok Tauriel i powiedział cicho.
- Widzisz? Zawsze powtarzałem, że on jest inny. Jestem z niego taki dumny. - I gładząc swoją białą brodę poszedł za resztą kompanii. Tauriel pomyślała, że teraz chętnie pooglądałaby gwiazdy. To by ją uspokoiło.
- Chcę ci coś dać. - Powiedział ktoś zza jej pleców. Odwróciła się i ujrzała Kiliego.
- Naprawdę?
- Tak. - Mówiąc to wyciągnął z kieszeni znajomy, czarny kamyk z runami. Przekładając go z ręki do ręki podał go Tauriel.
 - Nie, nie mogę tego przyjąć! Twoja matka dała ci go jako talizman. Nie mogę.
- Właśnie się dowiedziałem, że moja matka nie żyje. - Powiedział spuszczając wzrok.
- Och, Kili! - Tauriel przytuliła się do niego i zaczęła płakać. Najpierw brat, teraz matka. To było okropne.
- I tak była bardzo chora. Mimo to czuje się winny, że ją zostawiłem i nie wywiązałem się z obietnicy. Ale czy ty możesz mi obiecać?
- To będzie dla mnie wielki zaszczyt.
    Krasnolud podał jej kamyk, a ona przeczytała jeszcze raz napis ,,Wróć do mnie''. Przejechała palcem po jednej z run i schowała go do kieszeni. Czuła, że musi zrobić wszystko, żeby nie utracił nikogo więcej.



________________________________________________________
Tak wiem, że mega nudne ;-; Przepraszam, ale tak bardzo chciałam napisać kolejny rozdział, że chyba mi nie wyszedł. Teraz ogółem będzie dużo walki no i odhaczam kolejną osobę z Listy Śmierci. Kto następny? ^^ Tego dowiecie się w następnym rozdziale, a teraz zapraszam na ask'a i miłego czytania! :*
Ask tego bloga



wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdział V

     Uczta zakończyła się nieprzytomnością i nietrzeźwością całej kampanii. Tylko Tauriel siedziała cicho na drewnianej ławce. Było późno w nocy. Za parę godzin będą się uparcie szykować do dalszej wędrówki po Erebor chociaż ich mózgi nie będą w pełni funkcjonować.Wstała z niezbyt wygodnego siedzenia i ruszyła do drzwi. Im szybciej wyjdzie, tym szybciej pogodzi się z rozstaniem.
     Nagle czyjaś dłoń powstrzymała ją.
- Nie musisz iść. Chyba, że chcesz...
- Kili... ja muszę.
- A kto tak powiedział?
- Ja. Zrozum, że ty idziesz odzyskać swój dom i pragnę twojego szczęścia, ale nie mogę iść z tobą. Wiesz o tym. Ja też. Prędzej czy później i tak nasze drogi się rozejdą. - Wyszeptała ze łzami w oczach.
- Ale ja nie chcę tego! - Krzyknął, ale elfka nie odpowiedziała. Zrozumiał, że postawiła na swoim. - Skoro tak bardzo chcesz mnie zostawić, to możemy to zrobić jak należy?
    Tauriel już się nachyliła, żeby go pocałować, ale zatrzymała się.
- Nie.
- Nie?!
- Nie. Nie możemy tego zrobić. Musimy o tym wszystkim zapomnieć, bo to tylko utrudni sprawę.
- Tauriel ty niemądra dziewczyno! Nie rozumiesz, że cię kocham?! Oboje będziemy żałować jak tak po prostu wyjdziesz! - Spojrzał prosto w jej spuszczone oczy nie dowierzając, że elfka nie chce nawet na niego patrzeć. - Kocham cię. - Ujął ją pod brodę. W świetle księżyca była jeszcze piękniejsza.
- Przecież wiesz, że ja ciebie też.
- No nie wiem. - Opowiedział szorstko odwracając się i kierując do jednego z pokoi.
- Kili!
- Daj spokój. To i tak nie ułatwi sprawy... - Ostatnie słowa wyszeptał cicho, ale Tauriel i tak je usłyszała. Łzy leciały jej po policzkach. Sama tego chciała.  Jak będą pokłóceni bardziej zajmą się swoimi obowiązkami. Ona jako naczelniczka straży elfów o ile król jej wybaczy, a on jako krasnoludzki książę.
     Zatrzymała się chwilę jakby miała nadzieję, że Kili jednak wyjdzie z pokoju, ale nie dawał oznak życia.
- Żegnaj, Kili.

                                                                
                                                       

      Riwena siedziała na miękkim łóżku Legolasa, a on spał trzymając głowę na jej kolanach. Odgarnęła mu parę kosmyków z czoła i przyjrzała się jego niezwykle przystojnej twarzy. W końcu po godzinie ona również zasnęła.
     Obudził ich nagły trzask drzwiami. Elfka obudziła się pierwsza, a zaraz za nią Legolas.
- Co tu się dzieje!? - Krzyknął zrywając się ze snu na równe nogi.
- Mogę zadać to samo pytanie? - Powiedziała Tauriel podnosząc brew.
- Och... emm... Kiedy wróciłaś? Nie ważne... Riweno, to jest Tauriel. Naczelniczka straży i moja... przyjaciółka. Tauriel to Riwena starsza córka Elronda z Rivendell.
- Miło mi cię poznać. - Riwena przygładziła spódnicę i podała dłoń Tauriel. Gdy dotknęła jej skóry usłyszała w głowie głos mamy swojej matki. Galaderi.
- Mąż mojej córki, twój ojciec już wie o twoim powrocie. Jednak chcę jeszcze żebyż ostrzegła tą, którą właśnie poznałaś, ponieważ krasnolud, z którym się związała jest w wielkim niebezpieczeństwie. Za dwie noce jego dom i złoto zostanie odzyskane co zwabi orków dwie armie, a elfy z Mrocznej Puszczy najpierw pomoc zaoferują jednak później same będą żądać swojej części klejnotów o jakich nie śnią wszyscy.
   Gdy skończyła, Riwena wyrwana z transu usłyszała krzyki.
- Riweno! Obudź się! - Krzyczał Legolas.
- Co? Co się stało?
- Złapałaś Tauriel za rękę i wtedy stanęłaś jak słup, a twoje oczy zamgliły się. Nie odpowiadałaś i nie ruszałaś się. Zaniosłem cię do łóżka. A twoje oczy... w nich... - Legolas miał bardzo przestraszoną minę.
- Co się z nimi stało? - Zapytała łapiąc go za rękę.
- Pojawił się w nich ogień! - Warknęła Tauriel nie wytrzymując dziwnego napięcia panującego między Legolasem a Riweną. Czy ona o czymś nie wiedziała? Riwena jednak nie wydawała się zbyt zaskoczona. Puściła rękę Legolasa i spojrzała z współczuciem i smutkiem na Tauriel.
- Słuchaj uważnie, Tauriel. Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
    Powiedziała to czego dowiedziała się od Galaderi, a Tauriel cała drżała.
- Muszę ich ostrzec! - Krzyknęła chwytając łuk i kierując się do wyjścia.
- Nie puszczę cię tam! To zbyt niebezpieczne!
- Legolasie, ja nie proszę o pozwolenie. - Powiedziała nie odwracając się do niego.
- To rozkaz. - Odpowiedział stanowczym, pełnym złości głosem.
- Którego nie wykonam. - Warknęła, a on złapał ją za ramię.
- Jeżeli wyjdziesz zostaniesz wygnana.
- Martwisz się o moje zdrowie czy po prostu nie chcesz, żebym rozmawiała z Kilim?!
- Teraz wszystko jedno! Wiesz co!? Idź tam! Nalegam!!! Ale obiecuję ci, że jeżeli tylko coś się tobie stanie zabiję tego krasnoluda o ile jeszcze żyje! - Wrzasnął tak głośno, że do oczu Tauriel zebrały się łzy.
- Jak mogłeś powiedzieć coś tak okropnego!? Jesteś potworem! - Wybiegła z pałacu, a Legolas oddychał ciężko.
- Nie powinieneś tego mówić. - Szepnęła Riwena bojąc się, że wydrze się również na nią. - Ona go kocha. Robi to dla niego.
- A ja dla niej!
- Spójrz na to z jej perspektywy. Gdybyś uważnie przysłuchał się temu co powiedziałeś zrozumiałbyś, że zabrzmiało to z lekka jak groźba.
- Co takiego!? Jaka groźba!?
- Z tego co widzę wynika, że zawsze broniłeś Tauriel i o nią dbałeś. I nie patrzyłeś na jej umiejętności, siłę i odwagę tylko na to, że może jej się coś stać. Więc zawsze w okolicznościach niebezpieczeństwa jesteś przekonany, że coś się jej stanie. I teraz również. Jesteś zupełnie przekonany, że coś jej się stanie. - Legolasa drażniło to, że ciągle powtarzała ,,coś jej się stanie'' ale słuchał dalej. - A mówiąc, że  zabijesz tamtego krasnoluda JEŚLI COŚ JEJ SIĘ STANIE potwierdzasz, że chcesz go zabić, bo przecież  ty wiesz, ŻE COŚ JEJ SIĘ STANIE. Rozumiesz?
- Nie. To zbyt skomplikowane.
- Może inaczej. Zakochałeś się w kimś. Idziesz jej pomóc, a Tauriel jest strasznie nadopiekuńcza. W końcu mówi to co ty przed minutą. Chciałbyś żeby zabiła dziewczynę, którą kochałeś tylko dlatego, że ciebie nie dopilnowała i umarłeś?
- Ouu...  to nie tak miało wyjść.
- Ale tak wszyło. Dlatego ważne jest, żebyś uważał na to co mówisz.
- Jesteś najmądrzejszą osobą jaką znam.
- Nie zaprzeczę. - Uśmiechnęła się lekko.
- Muszę tam iść i jej pomóc, prawda?
- Dobrze by było, ale nie naciskaj na nią.
- A co z tobą?
- Na mnie już pora. Arwena i mój ojciec czekają. Bardzo miło mi się spędziło z tobą czas.
- Mi z tobą też. Jak to wszystko się skończy to przyjadę do ciebie.
- Idź już. Do widzenia! - Legolas przytulił ją mocno i odszedł.


                                                                      
         
    Tauriel wróciła do Miasta nad Jeziorem i odszukała dom Barda. Weszła do niego, ale było tam zupełnie pusto.
- Bard!
- Cooo znowu!? - Wykrzyknął ziewając i wszedł do pomieszczenia, w którym stała Tauriel.
- Ach, to ty. Pomóc ci w czymś?
- Nie... znaczy tak. Znaczy, krasnoludy już wyszły?
- Godzinę po twoim wyjściu.
- Skąd wiesz kiedy ja wyszłam?
- Trudno było nie słyszeć krzyków tego młodego.
    Tauriel oblała się rumieńcem, ale po chwili otrząsnęła się.
- To źle! - Jęknęła.
- Bo?
- Za trzy dni dwie armie orków pójdą na Erebor, a ich jest zaledwie garstka!
- Tak, to dobrze... wiesz ja się jeszcze zdrzemnę, a  ty rozgość się.
- Nie, już wychodzę. - Prychnęła ze złością. W ogóle nie słuchał tego co do niej mówi, ale był plus. Zatrzymała się w drzwiach i zapytała:.
- Mogę pożyczyć twoją łódkę?

 - Taak, moja milusia mamusia żyje... niestety... - Mruknął upadając na dywan w rogu pomieszczenia. Po chwili rozległo się głośne chrapanie.
- Uznam to za pozwolenie. - Odpowiedziała i wyszła z domu zastanawiając się w połowie jak krasnoludy radzą sobie ze smokiem, a w połowie dlaczego ,,milusia mamusia'' Bard powiedział w sarkazmie...
    Gdy dopłynęła do Samotnej Góry przeszedł ją dreszcz. W nie licznych oknach zamku widać było ogień.  Dochodziły też stamtąd słabe krzyki.  
       Szybko spróbowała odnaleźć wejście, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. W końcu zauważyła, wąskie, kamienne schodki. Po paru minutach była w środku.    
- Kili! - Krzyknęła. - Kili!!! Słyszysz mnie?
    Szła korytarzami, ale nikogo nie mogła znaleźć. W końcu usłyszała jakieś wrzaski.

- Nieee! Tylko nie on!!!! - Wrzeszczał ktoś.
- C-co się st-tało? - Zapytała drżącym głosem wchodząc do wielkiej komnaty w którym były krasnoludy. Wszyscy mieli załzawione oczy. Po kolei odwrócili się.
- Tauriel? Co ty tu robisz? - Spytał Balin ocierając oczy.
- Co się stało? - Zapytała ponownie. Nic nie mogoła zobaczyć przez gromadę krasnoludów. Wszyscy płakali. A najgłośniej, albo Kili, albo Thorin. Balin znów wybuchnął szlochem.
- Fili. On nie żyje.



_____________________________________________________
R.I.P Fili. :c Ale musiał ktoś w końcu umrzeć i wierzcie mi teraz  gdy orkowie szykują wojnę, śmierci będzie nie mało. Wszystko w swoim czasie... Nie chcę zdradzać szczegółów.
Cóż... następny rozdział, albo w piątek albo w sobotę chociaż w sobotę nie wiem, bo są moje urodziny. Ewentualnie w niedzielę. Komentujcie, czytajcie i zadawajcie pytania na ask'u. Miłego czytania! :*
Ask tego bloga  <--- Macie pytania? Zadawajcie śmiało!

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział IV

   Legolas cudem dostał się do pałacu. Jego ojciec zadbał o ochronę granic i to poważnie, bo gdyby nie był tak zwinny to prawdopodobnie leżałby teraz na ziemi a w jego ciele tkwiłoby co najmniej pięć strzał.
- Wróciłem. - Zawiadomił ojca, ale po chwili zdał sobie sprawę, że przecież jego ojciec nie wiedział, że on gdzieś wyszedł. Przyśpieszy kroku, bo nie chciał się mu tłumaczyć, ale król był szybszy.
- Tak? A skąd jeśli łaska wiedzieć?
- Em... z... no... sprawdzałem czy nic się nie dzieje na wschodniej granicy. - Skłamał chociaż wiedział, że nie powinien, bo króla nie da się oszukać.
- Granice powiadasz? Nie spodziewałem się po tobie kłamania w żywe oczy i to jeszcze własnemu ojcu, Legolasie.
     Elf spuścił głowę i odwrócił się żeby powędrować do swojej komnaty.
- Jeszcze nie skończyliśmy tej rozmowy. Nie idź, bo mamy gościa.
- Ugh...
- To jest Riwena, starsza córka Elronda. - Wskazał jakąś zakapturzoną postać.
- Co takiego?! Arwena ma siostrę?! - Krzyknął ze zdumienia Legolas.
- Zachowuj się! - Skarcił go ojciec, a zakapturzona postać zachichotała cicho. - Riwena jest mniej więcej w twoim wieku lecz nie miałeś nigdy okazji jej poznać ponieważ ona nieco odróżnia się od Arweny. Bez zgody Elronda wyjechała na wojnę, na południu gdzie wspierała Gondor, lecz do dzisiaj nie powróciła od domu. Elrond mimo błagań Arweny, która bardzo kochała siostrę nie szukał Riweny ponieważ był na nią zły, ale w głębi duszy wiedział, że nic jej  nie jest i był dumny ze swojej córki. Teraz czeka ją długa rozmowa z ojcem, ale zanim wybierze się do Rivendell dzień, albo dwa wypocznie u nas. - Historia opowiedziana przez króla bardzo oszołomiła Legolasa, na tyle, że nie był w stanie nic wydusić z siebie. Thranduil wyszedł z prośbą ,,oprowadź Riwenę po naszym królestwie, bo była tu tylko raz jak nie umiała w pełni mówić''.
- No to masz za sobą niezłą historię... - Mruknął prowadząc ją do północnej części pałacu. Miał nadzieję, że w końcu zdejmie ten ciemnoniebieski kaptur i zobaczy czy Arwena jest do niej podobna.
- Tak. - Przytaknęła po czym nastała kompromitująca cisza, którą Riwena postanowiła przerwać. - Znasz moją siostrę, prawda?
- Owszem. jesteśmy przyjaciółmi. Ona zakochała się w...
- ...człowieku. Wiem. Aragorn. Z nim chyba również się przyjaźnisz?
- O tak. Argaorn jest moim wiernym przyjacielem. Zaraz, zaraz. Aragorn jest następcą tronu w Gondorze. Czy Arwena wiedziała, że pojechałaś pomagać mu?
- Oczywiście. Arwena sama chciała do niego jechać, ale nie mogłabym jej pozwolić na to. Wojna była straszna, nie dosyć, że miałaby traumę to jeszcze patrzyłaby jak krzywda staje się innym... No ale za wszelką cenę chciała pomóc i być przy Aragornie, więc powiedziałam jej, że w jej imieniu tam pójdę.
- A co z tobą? - Spytał coraz bardziej zaciekawiony elf.
- Hmm... Powiedzmy, że ja nie bałam się tego co tam na mnie czekało. Arwena jest taka krucha. Taka piękna i wrażliwa. Umie posługiwać się sztyletami, ale nic więcej. Do póki mnie nie zobaczy będzie się obwiniać za to, że mogłam się tam zranić.
- Czyli umiesz władać bronią?
- Lepiej niż sobie wyobrażasz.
- No co ty nie powiesz... A może pozwolisz mi w końcu zobaczyć twoją twarz?
     Riwena zawahała się chwilę, ale w końcu jej gładkie dłonie ruszyły ku górze i zdjęła kaptur. Legolasa zatkało. Riwena w ogóle nie przypominała Arweny. Miała złote, spięte u góry włosy spływające falami, oczy koloru wiosennego nieba zalanego słońcem i małe, malinowe usta.
- Jesteś - przełknął ślinę. - Piękna.                                      
     Na te słowa obydwoje się zaczerwienili.
- Przepraszam. Poniosło mnie.
- Nic się przecież nie stało.
- Jak to jest, że nie masz nawet małego zadrapania, a byłaś na wojnie po której mieszkałaś samotnie za pewne w jakiejś dziczy?
- Elfki tak już mają. - Uśmiechnęła się, ale Legolas na słowo ,,elfki'' pomyślał o Tauriel.  Wszystko się rozpłynęło. Cały ten piękny sen.
- Coś się dzieje? - Zapytała widząc jego niewyraźną minę.
- Nie... już skończyliśmy zwiedzanie. - Powiedział i szybko się oddalił.
- Ale pokazałeś mi mniej niż ćwiartkę! A moja komnata!? - Zawołała za nim, ale on udawał, e nie słyszy. Zawiedziona postanowiła, sama odszukać właściwe drzwi.


                                                                 숲     

    Kili miał się coraz lepiej. Z tej okazji krasnoludy postanowiły zrobić ucztę. Tauriel była szczęśliwa, ale nie wiedziała jak ma dalej postąpić. Gdy tamci przygotowywali stoły ona wyszła na balkon. Spojrzała w niebo, które robiło się coraz bardziej ciemne. ,,Gwiazdy'', pomyślała i westchnęła z zachwytu. Myśli znów kłębiły się jej po każdym zakątku głowy.  Co robi Legolas? Co by było gdyby nie została z Kilim? Jak ma żyć kochając jednego i drugiego? Przypomniały się jej słowa elfa ,,Nie możesz kochać nas obydwóch tak samo''. No właśnie. Nie może. Na balkon wszedł ktoś jeszcze.
- Dziękuję. - Powiedział dobrze znajomy głos. Kili kuśtykając podszedł do elfki.
- Za co? - Zapytała uśmiechając się.
- Za to, że żyję.
- Ty też byś tak zrobił na moim miejscu.
- No nie wiem. Gdybym był przecudną elfką a ty jakimś krasnoludem łudzącym się o nadzieję na miłość ze mną to... - Urwał.
- Ej! Nikt nie powiedział, że to tylko złudzenie.
- Gdyby to nie było złudzenie to teraz siedzielibyśmy obok siebie, szczęśliwi jak nigdy w życiu i nie byłoby żadnych trosk.
- Och Kili! Nie wystarczy ci to, że... że się kochamy? - Zapytała nieśmiało.
- Tauriel, twoja miłość to najdroższy skarb, ale czy to nie są tylko puste słowa wypowiedziane z twoich pięknych ust tylko po to, żeby jakiś krasnolud nie był smutny?
- Oczywiście, że nie! - Niemal, że krzyknęła, a na dowód nachyliła się i pocałowała krasnoluda prosto w usta.  Czuła, że kolana same się pod nią uginają. Tak na nią działał.
    Kili również tonął w morzu pocałunku. Całował ją delikatnie w kąciki ust i zawzięcie w sam środek.
     To było coś niesamowitego.
     Gdy skończyli Tauriel patrzyła w gwiazdy cała zarumieniona, ale Kili szczerzył zęby w uśmiechu tak szerokim, że gdyby nie uszy miałby go dookoła głowy.
- Idę coś zjeść, a ty? - Zapytał.
- Zaraz do was przyjdę. Zostaw dla mnie sałatkę, bo zapewne wszystko inne to będzie mięso, mięso i jeszcze raz mięso.
- Tak jest. - Zasalutował i odszedł nadal z ślicznym uśmiechem.
     Elfka była wniebowzięta. Gdyby tylko dało się wymazać z pamięci pewnego księcia...Weszła do środka. Wszyscy śpiewali i śmiali się.                          
- Macie niezłe przyjecie! - Zawołała.                     - Jak najbardziej. - Opowiedział Kili puszczając do niej oko.
- Nie będę wam przeszkadzać. Jestem tutaj jedyną kobietą więc... - Odwróciła się i już miała wyjść kiedy zagrzmiał jakiś głos z końca stołu.                  
- No coś ty! Siadaj. Uratowałaś mojego syna. Jestem ci winien więcej niż całe złoto Ereboru.
- To była zwykła przyjemność.
- Nie. To była niezwykła dobroć.
    Tauriel oczarowana przyjaźnią jaką wzbudzały w sobie krasnoludy usiadła  między Filim, a Thorinem, na złość Kiliemu, który specjalnie szykował miejsce dla niej obok siebie.
- Kiedy wyruszacie do Ereboru? - Zapytała, chociaż w głębi duszy chodziło jej o ,,Ile jeszcze wspólnego czasu pozostało mi z Kilim?''.
- Jutro o świcie. - Odrzekł  patrząc na Barda (właściciela domu) który o mało co nie oszalał przez jego kampanię.
    Tauriel zasmuciła się. Już o świcie nadejdzie moment, w którym rozstanie się z Kilim i kto wie kiedy znów go zobaczy?
- A jak chcecie zabić tego smoka?
- Tu jest problem... Ale w razie czego po prostu go przegnamy chociaż liche na to szanse.
- Da się go zabić. - Powiedział nagle Bard.                                  - Nie wygłupiaj się! To smocza łuska, a nie skóra królika! - Uciszył go Glóin.
- Wiem co to jest smok!!! - Oburzył się. - A  Smauga znam najlepiej. Mój przodek, dawny władca miasta Girion celował do niego z Czarnej Strzały. Nie trafił idealnie, ale strzała ugodziła jedną z łusek na dole szyi. Wystarczy trafić w to miejsce jeszcze raz i...
- Tak, tak. To legendę zna chyba każdy. - Przerwał mu Dwalin.
- To nie legenda!
- Ach tak!? To czemu nikt nigdy tego nie potwierdził!? - Warknął Bifur.
- Bo...!
- Cisza! - Krzyknął Thorin. - Przestańcie się kłócić! To miała być wesoła uczta!
- Tato, tyle razy opowiadałeś nam historię Smauga, dlaczego nigdy nie mówiłeś, że Girion jest twoim przodkiem? Jesteś prawowitym władcą miasta, tato! - Zachwycił się Bain, syn Barda.
- Bain, nie teraz. - Powiedział, a chłopiec spuścił głowę.

                                                                    숲

    Legolas siedział w swoim ulubionym miejscu. Przy potoku, na łące. To tu poznał Tauriel. Tu wszystko się zaczęło. A teraz? Siedzi sam  i powoli wszystko się kończy. Postąpił źle odpychając Riwenę z powodu myśli o Tauriel, która za pewne teraz  niańczy tamtego krasnoluda. Dlaczego wszystko musi się tak komplikować przez jedną elfkę? Kochał ją, ale nie wiedział jak długo to uczucie zostanie przy życiu. Przecież ona sama przyznała, że kocha ich obydwóch, ale gdy miała wybrać z którym pójdzie, nie wybrała jego. Została tam. Może i musiała go opatrzyć, ale widziała tylko problemy krasnoludów i ich troski. Legolasem nie przejmowała się w ogóle chyba, że miała na niego nakrzyczeć za zmienianie się w ojca.
    Postanowił wrócić do pałacu. Tym razem straże wpuściły go bez zarzutu kamuflażu i bez celowania łukami. Pokierował się do swojej komnaty. Gdy wszedł do niej zauważył, że przy biurku stoi jakaś piękna elfka oglądająca jego rysunki.
- To nie ładnie grzebać w rzeczach innych, wiesz? - Zapytał z jednym ze swoich boskich uśmiechów.
- Och, przepraszam! Ja tylko... bo ty zostawiłeś mnie bez słowa i chciałam znaleźć swój pokój i wtedy zauważyłam, że...
- Spokojnie. Ja też przepraszam. Nie powinienem cię zostawić na pastwę tego pałacu. Chodź, usiądź. - Poprowadził ją balkon jednak nie zatrzymali się na nim. - Mam nadzieję, że nie masz lęku wysokości?
- Nie mam, ale nie wiem czy powinnam ci ufać.
- Cóż... nie zawiedziesz się.
- Więc prowadź. - Uśmiechnęła się i złapała gładką dłonią dłoń Legolasa. Ten najpierw zeskoczył z balkonu na najbliższe drzewo, a potem na kolejne i tak dalej. Gdy doskoczyli do jednego, wyjątkowo wysokiego, elf wdrapał się na sam szczyt i wychodząc na zalane słońcem czubki drzew usiadł czekając na Riwenę. Po chwili zauważył jednak, że elfka siedzi tuż za nim.
- Nie śpieszyłeś się z tym wspinaniem. - Zaśmiała się.
- Jak ty to?! Straciłem honor. Jeszcze nikt nigdy nie prześcignął mnie w wspinaczce.
- Cudownie tu! - Powiedziała odchylając głowę do tyłu.
- Tak. Pod nami miękkie liście, a nad nami tylko słońce i niebo. Chociaż gdyby ktoś spadł z tej wysokości to nie byłoby tak kolorowo. - Zażartował popychając lekko Riwenę.
- Ej! - Zawołała i z śmiechem rzuciła się na Legolasa. Chwilę się tak droczyli aż w końcu obydwoje upadli na plecy. - Te chmury są takie magiczne. - Wyszeptała nie odrywając wzroku z nieba.
- Magiczne chmury? Słyszałem o różnych dziwactwach, ale jeszcze nigdy nikt nie powiedział, że chmury są magiczne.
- Ja mówię poważnie. - Elfka spojrzała na niego z wyrzutem.
- Dobrze, dobrze...
     Leżeli tak jeszcze wiele godzin nie wiedząc nawet, że coraz bardziej się do siebie przybliżają. W końcu nos Riweny stuknął się z nosem Legolasa. Błękitne oczy elfa odszukały turkusowe elfki.
- Riweno?
- Tak?
     Legolas chwycił ją za talię i pochylając się pocałował. Był to najsłodszy pocałunek o jakim można było pomyśleć. Ich gładkie usta muskały się nawzajem i nic poza nimi nie istniało. To było jak najlepszy sen, który wdarł się w życie.
    To było coś niesamowitego.


___________________________________________________
No to zaszalałam z tym całowaniem! XD No i też nieźle wymyśliłam z Riweną. Albo ta historia o przyjaźni Aragorna i Legolasa. Ktoś może pomyśleć, że pomylił mi się WP z Hobbitem, ale ja po prostu chciałam urozmaicić. Aha! I jeszcze jedno, jeżeli chodzi o wygląd Riweny to na zdjęciu podałam tylko przykład. Wy możecie sobie sami ją wyobrazić. Miłego dalszego czytania i komentujcie! ;)
 Ask tego bloga.

             

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział III

- Tak właśnie wygląda wyrzutek tego co nas otacza. - Mówił Thranduil. - To jest podłość bezsenna i mroczna jak nadciągająca ściana nocy. Zawsze tak było i nigdy się nie zmieni. - Stwierdził oskarżającym tonem do orka, który był na muszce mieczu Legolasa.
- Ty i twoi martwi przyjaciele szliście tropem trzynastu krasnoludów. Czemu? - Zapytał Legolas.
- Nie trzynastu. Już nie tylu. Ten młody, czarnowłosy. Strzała Morgulu trafiła go w nogę. - Wysyczał plując na Tauriel, w której złość narastała z coraz większą mocą. - W jego krwi krąży trucizna. Już nie długo się nią udławi.            
- Odpowiadaj ty kanalio! - Warknęła elfka.
- Nie odpowiadam takim sukom jak ty, elfie! - Wrzasnął ork, a w Legolasie zawrzał gniew. Miał wielką ochotę zrobić mu krzywdę. Tauriel chyba myślała tak samo, bo wyciągnęła sztylet z nienawiścią patrząc na tą szkaradę.
- Nie chciałbyś mieć jej za wroga. - Przestrzegł go Legolas, ale mimo to elfka krzyknęła:
- Lubisz zabijać orku? Lubisz śmierć!? To ci ją dam!!!  - I zamachnęła się na orka, żeby go ukatrupić, ale Legolas powstrzymał ją.
- Tauriel, wyjdź! - Rozkazał król, a Tauriel nawet nie patrząc na niego wyszła z złością na twarzy. - Nie obchodzi mnie jakiś martwy krasnolud. Nie bój się tylko powiedz to cię uwolnię.
- Miałeś rozkaz ich zabić. Dlaczego? I kim jest Thorin Dębowa Tarcza? - Pytał spokojniejszym tonem Legolas.
- Krasnoludzki łotr! Nigdy nie będzie królem!
- Królem?! - Zadrwił Thranduil. - Nie ma żadnego króla Podgóru i nigdy nie będzie! Nikt nie wejdzie do Ereboru do póki grasuje tam smok!
- Nic nie rozumiesz! - Zawołał z lekka rozbawiony ork, chociaż jego śmiech brzmiał jak syk, a usta wyglądały jak grymas. - Twój świat spłonie!
- Co to ma znaczyć?! Mów.
- Nasz czas się znów zbliża! Mój władca służy tylko jednej istocie. - Mina Thranduila nie była już taka pewna siebie. Zaniepokoił się. Zadowolony z siebie ork mówił dalej. - Teraz rozumiesz, elfiku? Czeka cię śmierć! Wojna! Ogień! To wszystko czeka! - Warczał, a Thranduil nie wytrzymał i nagle jednym ruchem oderżnął głowę orkowi.
- Dlaczego to zrobiłeś?! - Spytał podirytowany Legolas. Obiecałeś mu wolność!
- Masz rację. Uwolniłem jego nędzną głowę od równie szkaradnego ciała.
- Ale mógł nam powiedzieć więcej.
- Może i tak, ale na pewno nie mnie. - Mówił spokojnie co jeszcze bardziej denerwowało jego syna.
- A co miały znaczyć ten ogień i wojna?! - Krzyknął w końcu.
- To miało znaczyć, mój synu, że szykują potężną broń. - Odpowiedział i oddalając się krzyknął. - Podwoić straże na granicach! Zamknąć wszystkie wrota! Meldować o każdym podejrzanym ruchu! Nikt tu nie wejdzie i nikt stąd nie wyjdzie.
   Na te słowa Legolas podszedł do głównego wejścia królestwa.
- Podwoić straże na granicach i zamknąć wszystkie bramy, a w razie czego meldować mi! Rozkaz króla. - Powtórzył do pary strażników pilnujących wrota.
- A Tauriel? - Zapytał jeden z nich.
- Co z nią?
- Wyszła do lasu uzbrojona w łuk i jeszcze nie wróciła.
- Hmm... pójdę jej  poszukać, a wy wykonajcie rozkaz. - Wybiegając z królestwa wiedział, że elfka poszła szukać krasnoluda. Musiał ją znaleźć. Musiał przy niej być.

                                                                       숲


     Tauriel podążała tropem pozostawionym przez krasnoludy. Gdy doszła do brzegu Leśnej Rzeki zauważyła, że ślady po beczkach czy stopach zniknęły. To mogło oznaczać tylko dwie rzeczy: pierwsza - coś ich zaatakowało z góry, druga - napotkali kupca z Miasta Na Jeziorze. Nie zastanawiając się chwili dłużej zgrabnymi ruchami pokierowała się ku miastu.
     Po dziesięciu minutach wyszła na otwartą przestrzeń gdzie widać było tylko dwie rzeczy: trawę i krew. Szybko dotknęła czerwono-czarnej plamy i stwierdziła, że to nie możliwe zatruta krew krasnoluda i nawet wiedziała jakiego.
     Nagle z tyłu usłyszała jakiś szelest za plecami. Szybko obróciła się celując łukiem w to co stało za nią. To coś też do niej celowało. - Myślałam, że jesteś orkiem. - Powiedziała do Legolasa spuszczając broń.
- Gdybym nim był to już leżałabyś martwa. - Odpowiedział również opuszczając łuk. - Tauriel, sama byś sobie nie dała rady. Wiesz ile teraz w tych okolicach jest orków?
- Nie jestem sama. - Uśmiechnęła się jednym z tych cudownych, znanych Legolasowi uśmiechów.
- Wiedziałaś, że przyjdę? - Spytał, a elfka przytaknęła z  miną ,,trudno było tego nie przewidzieć''. - Król jest na ciebie zły. Zawsze cię szanował i lubił, ale teraz nadużywasz tego zaufania. Wróć ze mną. Nie będzie się gniewał jeżeli szybko się u niego zjawimy. - Stwierdził patrząc w jej bursztynowe, błyszczące oczy.
- Ale ja nie chcę wracać. - Wydusiła z siebie Tauriel spuszczając wzrok.
- Tauriel! Zlekceważyłaś rozkaz! Zrozum, to nie jest nasza walka. Pomogliśmy im więc powinnaś się cieszyć!
- To jest nasza walka! To się dopiero zaczyna. Twój ojciec chce się zamknąć i czekać aż ktoś przegra, a ktoś wygra. A co to da? Jak będziesz się czuł z tym, że wyjdziesz poza Mroczną Puszczę, a tu nie będzie nic. Tylko czarna trawa, ogień i orkowie albo złoto i krasnoludy, które się nie podzielą znając Thorina.
- W porządku, ale co jeśli coś ci się stanie? - Zaniepokoił się.
- Nie dbam o to.
- Ale ja o to dbam! - Krzyknął, a w jego oczach zebrały się łzy. Tauriel mogła uwierzyć. Jej dawny Legolas powrócił. Zrozumiał błędy i zaczął być czuły na bezpieczeństwo innych, a nie tylko siebie i królestwa.
- Przepraszam... - Wymamrotał.
- Nic się nie stało. - Uśmiechnęła się czule. - Wracaj do zamku.
- Chyba śnisz! Idę z tobą! Nie pozwolę ci zginąć. - Gwałtownie przytulił ją do siebie. - Nigdy nie pozwolę. Nigdy. - Po krótkiej chwili puścił ją i machając ręką żeby szła pobiegli do Miasta na Jeziorze.
    Gdy dotarli do miasta zauważyli coś strasznego. Orkowie podpalali domy. Co do jednego. Legolas szybko zaczął zabijać orków a Tauriel robiąc to samo kierowała się do domu, w którym krzyki były głośniejsze niż wszystkie inne. Orków zostało już niewiele więc stwierdziła, że Legolas da sobie radę. Weszła do domu. W środku zastała krasnoludy walczące z orkiem, który rzucał się na... Kiliego. Emocje w niej buzowały. Odcięła mu głowę, potem rękę, przydusiła aż w końcu wyrzuciła za drzwi. Oddychając ciężko uklękła przed leżącym na drewnianym łóżku Kilim.
- Tau...- Wychrypiał, ale nie dokończył, był cały blady, oczy same mu się zamknęły. Wtedy do domu wszedł Legolas.
- No nie! Jakaś zgraja krasnoludów z jednym leżącym na łóżku śmierci, potem orkowie, a teraz elfy!? - Zawołał mężczyzna (właściciel domu) przytulający dwie dziewczynki i jednego chłopca.
- Przepraszamy Bard, ale widzisz naszą sytuację! - Wyjąkał Balin płacząc nad Kilim. - Tracimy go. Thorin i Fili są w pogrążeni w depresji. Siedzą w tym koncie, płaczą i nic więcej. Jakby byli kamieniami.
- Tauriel, chodź. - Powiedział Legolas starając się nie patrzeć na krasnoluda.
- Ale... - Elfka nie ruszyła się. Nie mogła zostawić tak Kiliego.
- Jasne. Zrobisz jak zechcesz. - Wyskoczył z balkonu i popędził gdzieś.
- Legolasie! - Wyszła za nim, ale odwróciła się patrząc na wnętrze domu. Każdy płakał. Wtedy zauważyła jednego z krasnoludów trzymającego jakieś dziwne ziele, ale nie bardzo wiedział jak z nim postąpić. Wyrwała mu je z ręki.
- Co z t-tym z-zrobisz? - Zapytał lekko przestraszony.
- Uratuję mu życie. - Odpowiedziała i stając znów nad Kilim przyłożyła ziele do szramy w nodze. Zaczęła szeptać jakieś zaklęcia. każdy patrzył na to jak zahipnotyzowany. Krasnolud szarpał się z bólu. - Trzymaj się. Jeszcze chwila. - Po piekielnych pięciu minutach otworzył oczy. Tauriel nie mogła uwierzyć. On żyje! Żyje!
- Tauriel?
- Wyśpij się. - Nakazała powstrzymując łzy.
- To nie może być Tauriel. - Mówił dalej nie spuszczając jej z wzroku. - Nie ma tu jej. Ona... Ona jest gdzieś w innym świecie. Wśród gwiazd. Czy to mi się śni? - Zapytał przejmującym głosem. - Czy ona mogłaby mnie kochać? - Tauriel nachyliła się nad nim i złożyła na kąciku jego ust delikatny pocałunek. Tak delikatny jak płatek stokrotki w porannej rosie. Złapała go za rękę i wyszeptała:
- Śpij.


                                                                       









_______________________________________________________
No i jest 3! ;) Jak się podobało? Zapraszam do poprzednich części i miłego czytania!
Aha, i przepraszam za te dwa zdjęcia na samej górze, chyba, że mój laptop się zaciął
i tylko ja mam dwa takie same, ale jak wy też tak macie to sory, ale nie umiem tego
naprawić ;-;